Nocą umówioną, nocą ociemniałą
Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało.
Przyszło potajemnie - w cudzej bezżałobie -
Było mu na imię tak samo, jak tobie...
Zajrzało po drodze w przyszłość i w zwierciadło -
Na pościeli zimnej obok się pokładło -
Dla mnie się pokładło, bym je mógł całować
I znużyć - i zużyć - i nie pożałować!
Lgnęło mi do piersi - ofiarnie pachnące,
Domyślnie bezwstydnie i - posłuszniejące...
W ciemnościach - w radościach - na granicy łkania
Mdlało od nadmiaru niedoumierania.
I nic w nim nie było, prócz czaru i grzechu,
Prócz bezwiednej woni - wiednego pośpiechu -
I prócz tego dreszczu, co ginie w krwi szumie -
A bez niego ciało - ciała nie rozumie.
Stuletni, w swej samotni,
Rymuje swoje zwrotki
We mgle, gdzie księżyca
Widne pół lica.
Pisze o kawalkadach,
O pradziadach i dziadach,
O dobru i złu miesięcznym.
O srebrze dźwięcznym.
O upiorach i czarach,
O zakochanych parach,
Po co ich schadzka o zmroku
I w którym roku...
O lutniach i fletniach,
O majach i kwietniach,
O westchnieniach nad ciszę
I o mnie pisze.
W noc, której sen się nie ima,
Wodzę ja za nim oczyma.
Noc mam ognistą u skroni
I piszę o nim.