Skrzeń tajemnica,
Rozzłoceń mus!
We mgle księżyca
Jarzy się mróz!
Okruchy śniegu
Siecią swych fal
Zasnuły w biegu
Bezbronną dal.
Gmatwając loty,
Tamując dech -
Obsiadły płoty,
Jak siwy mech.
Do szyb się garną,
Jak białe ćmy,
Tchnąc w izbę parną:
"To - my! To - my!"
Z karczmy, w zakrzepły
Rozwartej świat
Dym bucha ciepły,
I blask i czad!
Zaprzepaszczony
W ciemni bez dróg -
Drzewom przez szrony
Złoci się - Bóg.
Sad wśród topieli
Śniegowych głusz
W śmierci się bieli
Bez róż - bez zórz!
W swej pysze pawiej
Łez tłumiąc znój,
Wśród śnieżnych zawiej
Sen kroczy mój...
Mrok na schodach. Pustka w domu
Nie pomoże nikt nikomu.
Ślady twoje śnieg zaprószył,
Żal się w śniegu zawieruszył.
Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć -
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć tym milczeniem.
Juz nic nie widze - zasypiam juz
W ciszy i w grozie.
Znika mi slonce w zalomach wzgórz,
Bóg znika - w brzozie...
Ginie mi z oczu umowny kwiat
W chwiejnej dolinie.
Gdzie sie podziewa ten caly swiat,
Gdy z oczu ginie?
Czy korzystajac z tego zem zwarl
Rzesy na mgnienie.
Znuzony dreszczem i lzami czar
Znicestwia w cienie?
Znicestwia w cienie?
Znicestwia w cienie?
Czy wypoczywa od barw i zlud
Popod snu brama.
Wznoszac bolesnie w wiecznosc i w chlód
Twarz nie te sama?...
Nie nie! Przy tobie jak dawniej trwa
Smiertelny bujny!
Jest tu gdzie zgroza niewiara trwa
I sen twój czujny!
Juz nic nie widze zasypiam juz ...