Coś bez twarzy i na wznak śpi w gwiazdach niezłomnie,
Śpi i nie chce się zbudzić w tych skier zawierusze.
Mieszkasz w domu nad rzeką i trwożysz się o mnie.
Przyjdę jutro na pewno! Dziś smucić się muszę.
Śpieszy w zaświat na żebry cień brzozy sierocy.
Krzyż chce w przepaść się rzucić z pagórka nad drogą!
Wszyscy naraz bogowie wymarli tej nocy,
I odtąd już się nie mam pomodlić do kogo!
Nie zaufam bezmiarom! Nie załkam w noc ciemną!
Rąk nie wzniosę ku niebu po modlitwy zgonie!
A ty za mnie w tej chwili wyciągasz swe dłonie,
Choć wiesz, że prócz tych dłoni, nic nie ma nade mną!
Jest tylko ta próżnica, w którą czar przelewa
Słońce, ażeby spełnić mgieł wolę daleką...
Ta próżnica - te kwiaty - motyle i drzewa -
Drzewa - kwiaty - motyle - i ten dom nad rzeką...
Na jeziorze zatańczy niedobłysk miesiąca,
Pół wiatru w las uderzy, drugie pół w dolinę!
A ten, co nie chciał zemdleć od marzeń gorąca,
Wstąpi nagle pół-duszą w tych marzeń krainę.
On tu królem z wyboru! Czemuż tak niepewny?
Czy rdza berło mu zjadła? Wszak tu jego trony!
Zapragnie a na puszczy, piaskami strawionej,
Tryśnie ruczaj gwiazd łowca głębinami śpiewny!
Skinie a żar upojeń, mocniejszych od wina,
Rozpłonie w srebrze kości i w krwi jego złocie!
Szepnie a najpiękniejsza z umarłych dziewczyna
Zbudzi się, by go w tajnej kołysać pieszczocie...
Rozkaże a wzniesiony nad padoły senne
Taniec widm samowzlotnych serdeczny i hardy
Zdepcze stopą zuchwałą wraże, bezimienne,
Wzajem siebie w ciemnościach liczące miliardy!...
Lecz on nawet w marzeniu marzenia się wstydzi,
I dumny, że zaniedbał swych bogactw ogromy,
Choć go z dala olśniewa ich połysk widomy,
Udaje, że połysków takich niedowidzi...
Jego bujne ogrody, szumiące mu chwałę,
Zbyt dawno zapuszczone, a nie dość zaklęte,
Tracąc alej zawiłość i szumów ponętę,
Zapadają się w bagna, od westchnień nabrzmiałe!
Dość mu tylko rozkazać, zapragnąć lub skinąć,
By je zbawić! Lecz drwiący, zimniejszy od głazu,
Choć rozumie, jak ciężko rozszumiałym ginąć,
Milcząc, patrzy na klęskę! Nie daje rozkazu!...